- Dobra ludzie! EWAKUUJEMY SIĘ! – zawołałam i zaczęłam popędzać co poniektórych.
- Po co ? Co się takiego wydoarzyło? – zapytała jedna z Niezgodnych od czterech frakcji. Była smukłą blondynką, miała niebieskie oczy i bladą skórę, stała z przekrzywioną głową i gapiła się w moją stronę.
- Torturowanie Niezgodnych. Kilkufrakcyjni w strefie zero. Musimy się zmywać. Jak na razie, wydaje mi się, że powinniśmy wrócić do swoich normalnych zajęć, potem coś się wymyśli. Nie ma wiele czasu! Sprężajcie się! – krzyknęłam, a wszyscy posłusznie zaczęli wykonywać moje instrukcje.
Po odprawieniu wszystkich do domów, sama wróciłam do miejsca swojego spoczynku. Na dworze nadal lał deszcz, ale nie obchodziło mnie to. W połowie drogi do mojego mieszkania przypomniałam sobie o pigułkach. Ile ich nie brałam? Po zastrzyku potrafiłam wytrzymać dłużej, ale i tak chyba zbyt długo zwlekałam z wzięciem tabletki. Wyjęłam małe urządzenie z kieszeni, które podało mi tym razem żółtą pigułkę. Połknęłam ją i podążyłam dalej w kierunku specjalnie przydzielanych mieszkań.
Kiedy znalazłam się przed wejściem odetchnęłam z ulgą – kolejny dzień za sobą. Popchnęłam ciężkie czerwone drzwi ceglanego budynku i pobiegłam schodami na trzecie piętro. Moje buty klapały przy zderzeniu ze stopniami, a ja coraz bardziej odczuwałam, jak bardzo jestem zmęczona.
Gdy znalażłam się przed moimi drewnianymi drzwiami wejściowymi musiałam przypomnieć sobie tylko, gdzie zawsze choram klucz. Przeszukałam każdą kieszeń jaką miałam, zajrzałam pod wycieraczkę – nic. W końcu zdjęłam buty, jak to robiłam każdego wieczoru. Z lewego trampka wypadł malutki miedziany kluczyk. Włożyłam go do zamka i przekręciłam dwa razy – drzwi zaskrzeczały i otworzyły się.
Zapaliłam światlo i przeszłam przez kolorowy korytarz. Opadłam na sofę i nie wstałam. Zapadłam w objęcia Morfeusza.
Obudziłam się około godziny szóstej rano. Zasnęłam w ubraniu, więc musiałam się podwójnie śpieszyć. Umyłam się i porwałam z szafy jakieś niebieskie spodnie i czerwoną koszulkę. Na to wszystko założyłam moją czarną kurtkę. Wybiegłam z mieszkania, zamykając je i wkładając kluczyk do moich ukochanych czerwonych trampków.
Szłam powoli do mojego miejsca pracy, rozmyślając o Niezgodnych, którzy musieli wtopić się w tło życia pozostałych. Czy oni mogą żyć normalnie? Nie byłam pewna. Sama nie wytrzymywałam bez moich tabletek.
- Chwilla.. Czy ja ich przypadkiem nie zapomnialam..? – zapytałam się na głos. Prawie upadłam. Nie wzięłam dozownika do pigułek. Musiałam się spieszyć. Zaczęłam biec. W mojej osobistej Sali do tortur tymałam zawsze kilka pigułek, na wszelki wypadek.
W kilka minut znalazłam się w pracy, gdzie czekał już na mnie Andrew ze swoim głupkowatym uśmieszkiem.
- Co robisz tu tak wcześnie? Pierwszy raz się nie spóźniłaś? – zapytał, a ja go zignorowałam. Pobiegłam obok celi i natrafiłam na tą wyjątkową – pomieszczenie numer dwieście trzydzieści. Przeszłam nie zaglądając do środka, miałam zamiar wrócić po Angelic.
Wpadlam do biało-czerwonego pokoju. Szybko znalazłam się przy komodzie na której walały się papiery, listy ludzi do torturowania i zwykłe dokumenty. Chwyciłam rączkę jednej z szuflad, a przed oczami zrobiło mi się kolorowo. Musiałam wziąć jak najszybciej pigułki. Wyciągnęłam małe pudełeczko i wzięłam pierwszą lepszą. Rozpłynęła mi się w ustach a ja poczułam ulgę. Nie mogłam zacząć wariować w pracy.
Wróciłam tą samą drogą do Andrew’a. Nadal miał na twarzy ten łobuzerski uśmiech, a ogniki w oczach lekko tańczyły.
- Kto na dziś? – zapytałam, jakby to było normalne, że troturuję niewinnych ludzi. Chociaż nie zawsze są oni niewinni.
- Jako pierwsza… Ivyl Night. – powiedział z uśmiechem.
- KTO?! – zawołałam. Złapałam się za głowę, to nie mogło spotkać jej, nie akurat Ivyl. BŁAGAM. Jakiś błąd w druku? Źle przeczytane nazwisko? Czy co…?
- Aa nie. Przepraszam. – powiedział z udawaną uprzejmością. – Na początek ta wczorajsza bezfrakcyjna. Angelic. Potem Ivyl. Niezgodna. – wysyczał mi do ucha. Nie wiedziałam co było gorsze. Gapienie się na Adrew, czy wiadomości o torturach Niezgodnych. Zrozumiałam, że raczej to drugie
_________________________________________________________________________________
Ivyl
Moje
ciało nad którym nie miałam żadnej władzy zostało rzucone przez
dwóch Nieustraszonych do betonowej celi. Wstrzyknęli mi
paraliżujące serum. Jedyne nad czym panowałam to oczy. Mrugnęłam.
Będę stopniowo odzyskiwać czucie. Spokojnie... Ver mnie stąd
wyciągnie... Wdech, wydech... Przez grube czarne pręty widziałam
komórkę naprzeciwko. Blondynka wpatrywała się w nicość.
Siedziała tylko na metalowym łóżku. Nie mrugała, miała lekko
rozchylone usta. To wcale nie pomaga w opanowaniu kołaczącego
serca. Ach... Dobra... Spokojnie... To mojego więzienia wszedł ten
sam mężczyzna co mnie złapał. Szatyn kucnął przy moim
bezwładnym ciele. Uśmiechnął się szyderczo.
-Chyba już nie jesteś taka skora do walki? No cóż sprawdźmy co
ty tu masz...
Podciągnął
mi nogawkę od spodni. Odczepił mi z pasa przy kostce trzy sztylety.
Podniósł drugą. Odczepił z czerwonego paska krótki pistolet.
Następnie sprawdził co mam pod rękawem na wysokości ramienia...
Skąd on znał wszystkie kryjówki na broń? Miałam tam nowiutkie
małe urządzenia, które miały się wgryzać w część ciała
ofiary jaką im wskazano. Te maleństwa ustawiłam na nogi... Jeśli
tylko by kliknął czerwony przycisk... Zagwizdał zszokowany.
-No tak... To jest ten super projekt za który cię przepuścili na
pozycje nauczycielki co? Ciekawe na czym polega... Powiesz mi..? - co
on sobie wyobrażał? Miałam sparaliżowane usta! - Och.. no tak..
nie możesz.. trudno! Sprawdzę na jakiejś Niezgodnej...
Rozszerzyłam
oczy. Wydobyłam z siebie głuchy krzyk. Zaśmiał się szyderczo.
-Zapamiętasz moje tortury najlepiej ze wszystkich.. Ivyl... Tortury
przeprowadzone przez Andrew..
Przełknęłam
ślinę. Wsadził swoją dłoń do tylnej kieszeni moich jinsów.
Wyjął z nich strzykawki z żółtym płynem. Lek Veronic..
-Ciekawe
co to? - obrócił się napięcie.
Zostawił
mnie samą. Zakluczył wrota na trzy spusty. Podał strzykawki
jakiemuś żołnierzowi. Obrócili się w swoje strony i rozeszli bez
słowa. Usłyszałam też skrzypnięcie lżejszych drzwi. Po chwili
do mych uszu doszły kobiece wrzaski. Chyba właśnie znalazł
zastosowanie robocików... Czas dłużył mi się niemiłosiernie...
Chyba po jakiś 3 godzinach odzyskałam pełną władze nad
kończynami. Chwiejnie uniosłam się na na nogi.
Musiałam się przytrzymać ściany. Miałam tu jedynie metalowe
łóżko z wyleżanym materacem i kibelek odgrodzony niebieską
zasłonką w złote rybki. Super. Coś uderzyło w kratki..
Podskoczyłam i obróciłam się natychmiast. Przy wyjściu stał
Andrew z policyjną pałką. Zachichotał się złowieszczo.
-Wystraszyłaś
się Niezgodna?
Nic
nie odpowiedziałam. Otworzyła celę. Złapał mnie za ramię i
wyciągnął z klatki. Rzucił mną o beton. Ledwie zachowałam
równowagę. Dwóch jego przybocznych wzięło mnie pod pachy i
zaciągnęło mnie do pomieszczenia za wielkimi srebrnymi drzwiami.
Cały pokój był biały, a na środku stało wielkie czarne krzesło.
Po jego bokach stały srebrne stoliki z zakrwawionymi narzędziami.
Posadzili mnie i przywiązali do fotela. Zaczęłam się szarpać.
-To
nic nie da... - powiedział jakby od niechcenia Andrew.
Opadłam
zrezygnowana.
-To..
-nachylił się nade mną – Ilu was jest?
Milczałam.
Sapnął. Wbił mi delikatnie nóż w dłoń. Na skórze pojawiła
mi się kropla krwi.
-Zapytam
inaczej... Gdzie macie kryjówkę...?
Nie
dałam mu odpowiedzi. Wbił ostrze głęboko.. na połowę grubości
dłoni.
-Nie
wiem! -krzyknęłam bezsilnie.
-Oj..
Rozumiem czemu nie jesteś z Prawości...
Zgłębiał
ostrze głębiej. Krzyczałam na całe gardło. W końcu... Broń już
nie miała jak głębiej się wbić. Wyciągnął ją jednym szybkim
ruchem. Łzy pociekły mi po policzkach.
-Opatrzcie
ją i odeślijcie do celi... Nasza najlepszy kat się tobą zajmie..
Nadal
trzymałam język za zębami. Owinięto nadgarstek i dłoń białym
bandażem. Z powrotem wrzucono mnie do celi. Tym razem wylądowałam
na łóżku. Musiałam się zdrzemnąć przed kolejną torturą...
*
* *
Wciągnęłam
łapczywie powietrze. Ile spałam? Jak długo tu jestem? Czy w szkole
domyślili się że jestem Niezgodną?
Zrozumiałam
co mnie obudziło. Otwieranie krat. Mam szanse na ucieczkę. Wstałam
powoli, gotowa rzucić się na Nieustraszonego. Zmarłam.
-Ivyl
Night.. Jesteś proszona na salę tortur... - powiedziała Veronica
robiąc przerażone oczy.
O
cholera.