niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział II

Veronic

- Dobra ludzie! EWAKUUJEMY SIĘ! – zawołałam i zaczęłam popędzać co poniektórych.
- Po co ? Co się takiego wydoarzyło? – zapytała jedna z Niezgodnych od czterech frakcji. Była smukłą blondynką, miała niebieskie oczy i bladą skórę, stała z przekrzywioną głową i gapiła się w moją stronę.
- Torturowanie Niezgodnych. Kilkufrakcyjni w strefie zero. Musimy się zmywać. Jak na razie, wydaje mi się, że powinniśmy wrócić do swoich normalnych zajęć, potem coś się wymyśli. Nie ma wiele czasu! Sprężajcie się! – krzyknęłam, a wszyscy posłusznie zaczęli wykonywać moje instrukcje.
Po odprawieniu wszystkich do domów, sama wróciłam do miejsca swojego spoczynku. Na dworze nadal lał deszcz, ale nie obchodziło mnie to. W połowie drogi do mojego mieszkania przypomniałam sobie o pigułkach. Ile ich nie brałam? Po zastrzyku potrafiłam wytrzymać dłużej, ale i tak chyba zbyt długo zwlekałam z wzięciem tabletki. Wyjęłam małe urządzenie z kieszeni, które podało mi tym razem żółtą pigułkę. Połknęłam ją i podążyłam dalej w kierunku specjalnie przydzielanych mieszkań.
Kiedy znalazłam się przed wejściem odetchnęłam z ulgą – kolejny dzień za sobą. Popchnęłam ciężkie czerwone drzwi ceglanego budynku i pobiegłam schodami na trzecie piętro. Moje buty klapały przy zderzeniu ze stopniami, a ja coraz bardziej odczuwałam, jak bardzo jestem zmęczona.
Gdy znalażłam się przed moimi drewnianymi drzwiami wejściowymi musiałam przypomnieć sobie tylko, gdzie zawsze choram klucz. Przeszukałam każdą kieszeń jaką miałam, zajrzałam pod wycieraczkę – nic. W końcu zdjęłam buty, jak to robiłam każdego wieczoru. Z lewego trampka wypadł malutki miedziany kluczyk. Włożyłam go do zamka i przekręciłam dwa razy – drzwi zaskrzeczały i otworzyły się.
Zapaliłam światlo i przeszłam przez kolorowy korytarz. Opadłam na sofę i nie wstałam. Zapadłam w objęcia Morfeusza.
Obudziłam się około godziny szóstej rano. Zasnęłam w ubraniu, więc musiałam się podwójnie śpieszyć. Umyłam się i porwałam z szafy jakieś niebieskie spodnie i czerwoną koszulkę. Na to wszystko założyłam moją czarną kurtkę. Wybiegłam z mieszkania, zamykając je i wkładając kluczyk do moich ukochanych czerwonych trampków.
Szłam powoli do mojego miejsca pracy, rozmyślając o Niezgodnych, którzy musieli wtopić się w tło życia pozostałych. Czy oni mogą żyć normalnie? Nie byłam pewna. Sama nie wytrzymywałam bez moich tabletek.
- Chwilla.. Czy ja ich przypadkiem nie zapomnialam..? – zapytałam się na głos. Prawie upadłam. Nie wzięłam dozownika do pigułek. Musiałam się spieszyć. Zaczęłam biec. W mojej osobistej Sali do tortur tymałam zawsze kilka pigułek, na wszelki wypadek.
W kilka minut znalazłam się w pracy, gdzie czekał już na mnie Andrew ze swoim głupkowatym uśmieszkiem.
- Co robisz tu tak wcześnie? Pierwszy raz się nie spóźniłaś? – zapytał, a ja go zignorowałam. Pobiegłam obok celi i natrafiłam na tą wyjątkową – pomieszczenie numer dwieście trzydzieści. Przeszłam nie zaglądając do środka, miałam zamiar wrócić po Angelic.
Wpadlam do biało-czerwonego pokoju. Szybko znalazłam się przy komodzie na której walały się papiery, listy ludzi do torturowania i zwykłe dokumenty. Chwyciłam rączkę jednej z szuflad, a przed oczami zrobiło mi się kolorowo. Musiałam wziąć jak najszybciej pigułki. Wyciągnęłam małe pudełeczko i wzięłam pierwszą lepszą. Rozpłynęła mi się w ustach a ja poczułam ulgę. Nie mogłam zacząć wariować w pracy.
Wróciłam tą samą drogą do Andrew’a. Nadal miał na twarzy ten łobuzerski uśmiech, a ogniki w oczach lekko tańczyły.
- Kto na dziś? – zapytałam, jakby to było normalne, że troturuję niewinnych ludzi. Chociaż nie zawsze są oni niewinni.
- Jako pierwsza… Ivyl Night. – powiedział z uśmiechem.
- KTO?! – zawołałam. Złapałam się za głowę, to nie mogło spotkać jej, nie akurat Ivyl. BŁAGAM. Jakiś błąd w druku? Źle przeczytane nazwisko? Czy co…?
- Aa nie. Przepraszam. – powiedział z udawaną uprzejmością. – Na początek ta wczorajsza bezfrakcyjna. Angelic. Potem Ivyl. Niezgodna. – wysyczał mi do ucha. Nie wiedziałam co było gorsze. Gapienie się na Adrew, czy wiadomości o torturach Niezgodnych. Zrozumiałam, że raczej to drugie
_________________________________________________________________________________

Ivyl 

Moje ciało nad którym nie miałam żadnej władzy zostało rzucone przez dwóch Nieustraszonych do betonowej celi. Wstrzyknęli mi paraliżujące serum. Jedyne nad czym panowałam to oczy. Mrugnęłam. Będę stopniowo odzyskiwać czucie. Spokojnie... Ver mnie stąd wyciągnie... Wdech, wydech... Przez grube czarne pręty widziałam komórkę naprzeciwko. Blondynka wpatrywała się w nicość. Siedziała tylko na metalowym łóżku. Nie mrugała, miała lekko rozchylone usta. To wcale nie pomaga w opanowaniu kołaczącego serca. Ach... Dobra... Spokojnie... To mojego więzienia wszedł ten sam mężczyzna co mnie złapał. Szatyn kucnął przy moim bezwładnym ciele. Uśmiechnął się szyderczo.
-Chyba już nie jesteś taka skora do walki? No cóż sprawdźmy co ty tu masz...
Podciągnął mi nogawkę od spodni. Odczepił mi z pasa przy kostce trzy sztylety. Podniósł drugą. Odczepił z czerwonego paska krótki pistolet. Następnie sprawdził co mam pod rękawem na wysokości ramienia... Skąd on znał wszystkie kryjówki na broń? Miałam tam nowiutkie małe urządzenia, które miały się wgryzać w część ciała ofiary jaką im wskazano. Te maleństwa ustawiłam na nogi... Jeśli tylko by kliknął czerwony przycisk... Zagwizdał zszokowany.
-No tak... To jest ten super projekt za który cię przepuścili na pozycje nauczycielki co? Ciekawe na czym polega... Powiesz mi..? - co on sobie wyobrażał? Miałam sparaliżowane usta! - Och.. no tak.. nie możesz.. trudno! Sprawdzę na jakiejś Niezgodnej...
Rozszerzyłam oczy. Wydobyłam z siebie głuchy krzyk. Zaśmiał się szyderczo.
-Zapamiętasz moje tortury najlepiej ze wszystkich.. Ivyl... Tortury przeprowadzone przez Andrew..
Przełknęłam ślinę. Wsadził swoją dłoń do tylnej kieszeni moich jinsów. Wyjął z nich strzykawki z żółtym płynem. Lek Veronic..
-Ciekawe co to? - obrócił się napięcie.
Zostawił mnie samą. Zakluczył wrota na trzy spusty. Podał strzykawki jakiemuś żołnierzowi. Obrócili się w swoje strony i rozeszli bez słowa. Usłyszałam też skrzypnięcie lżejszych drzwi. Po chwili do mych uszu doszły kobiece wrzaski. Chyba właśnie znalazł zastosowanie robocików... Czas dłużył mi się niemiłosiernie... Chyba po jakiś 3 godzinach odzyskałam pełną władze nad kończynami. Chwiejnie uniosłam się na na nogi. Musiałam się przytrzymać ściany. Miałam tu jedynie metalowe łóżko z wyleżanym materacem i kibelek odgrodzony niebieską zasłonką w złote rybki. Super. Coś uderzyło w kratki.. Podskoczyłam i obróciłam się natychmiast. Przy wyjściu stał Andrew z policyjną pałką. Zachichotał się złowieszczo.
-Wystraszyłaś się Niezgodna?
Nic nie odpowiedziałam. Otworzyła celę. Złapał mnie za ramię i wyciągnął z klatki. Rzucił mną o beton. Ledwie zachowałam równowagę. Dwóch jego przybocznych wzięło mnie pod pachy i zaciągnęło mnie do pomieszczenia za wielkimi srebrnymi drzwiami. Cały pokój był biały, a na środku stało wielkie czarne krzesło. Po jego bokach stały srebrne stoliki z zakrwawionymi narzędziami. Posadzili mnie i przywiązali do fotela. Zaczęłam się szarpać.
-To nic nie da... - powiedział jakby od niechcenia Andrew.
Opadłam zrezygnowana.
-To.. -nachylił się nade mną – Ilu was jest?
Milczałam. Sapnął. Wbił mi delikatnie nóż w dłoń. Na skórze pojawiła mi się kropla krwi.
-Zapytam inaczej... Gdzie macie kryjówkę...?
Nie dałam mu odpowiedzi. Wbił ostrze głęboko.. na połowę grubości dłoni.
-Nie wiem! -krzyknęłam bezsilnie.
-Oj.. Rozumiem czemu nie jesteś z Prawości...
Zgłębiał ostrze głębiej. Krzyczałam na całe gardło. W końcu... Broń już nie miała jak głębiej się wbić. Wyciągnął ją jednym szybkim ruchem. Łzy pociekły mi po policzkach.
-Opatrzcie ją i odeślijcie do celi... Nasza najlepszy kat się tobą zajmie..
Nadal trzymałam język za zębami. Owinięto nadgarstek i dłoń białym bandażem. Z powrotem wrzucono mnie do celi. Tym razem wylądowałam na łóżku. Musiałam się zdrzemnąć przed kolejną torturą...
* * *
Wciągnęłam łapczywie powietrze. Ile spałam? Jak długo tu jestem? Czy w szkole domyślili się że jestem Niezgodną?
Zrozumiałam co mnie obudziło. Otwieranie krat. Mam szanse na ucieczkę. Wstałam powoli, gotowa rzucić się na Nieustraszonego. Zmarłam.
-Ivyl Night.. Jesteś proszona na salę tortur... - powiedziała Veronica robiąc przerażone oczy.

O cholera.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 1

Dziękujemy czytającym nas ludką <3
I tym którzy ogarnęli jagodziankę :3
____________________________________

___________






Ivyl


 
Weszłam do naszej kryjówki. W końcu... Tylko tu umiałam się odprężyć. Serio.. Odprężenie się w moim mieszkaniu było rzeczą nie możliwą. A tu..? Było spokojnie... Wielkie pomieszczenie, pod ziemią może nie wyglądało przyjaźnie, ale było przytulne. Ściany miały szary wyblakły kolor, a brzozowe deski robiły za podłogę. Pod ścianami stały kanapy i fotele w przeróżnych kolorach. Na środku stał stół z wielkim hologramem miasta. Światła są słabe, ale wystarczają na egzystowanie na małej przestrzeni. Do naszej prowadziły schody. Na ich szczycie był mały przedpokój z trzema drzwiami z sosny. Podłoże usłaliśmy brązową wykładziną, a ściany pomalowaliśmy na zielono. Jedne wrota prowadziły na zewnątrz, drugie do łazienki, a ostatnie do kuchni. Eleonora rzuciła się bezwładnie na czarną sofą. Jęknęła cicho ze zmęczenia.
 -Faktycznie długa droga... 
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Eleonora, niska mysio-włosa, naprawdę jest miłą osobą. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami, automatycznie skierowałam wzrok ku górze. Do Bazy weszła Veronic. Kasztanowe loki miała mokre od deszczu. Jej oczy, który zieleniły się odcieniami trawy, były jakby za szkłem. Przegryzała delikatnie wargę i robiła o 20 oddechów na minutę za dużo. Zdenerwowanie. Tylko trzy osoby umiały odczytać zachowanie Veronic. Dwie pozostałe nie żyją. 
-Ver? Co jest? - podeszłam do niej zaniepokojona
 Spoważniała. Nie chciała od razu tracić autorytetu u nowej. Nie mogła mi się od tak wyżalić. Nie przy młodej. 
-Nic nie się nie stało – kłamała.
 Nagle jej twarz się rozjaśniła, a usta wygięły się w uśmiech 
– No.. To gdzie nasza mała Niezgodna? - Spojrzała mi przez ramię.
 Sapnęłam. Jak mogła być tak... inna.. Ych! 
-Dzień dobry.. - pisnęła nowa – słyszałam, że pani jest przywódcą... 
-Pani? - Szef SN spojrzał na nią kpiąco – Słonko, jestem po prostu Veronic, a dla przyjaciół Ver!
 El kiwnęła głową. Moja przyjaciółka założyła ręce na biodra.
 -A jak ja mam na ciebie mówić?
 -El.. albo Nora.. 
-Haha! Nora! Ślicznie! - wtrąciłam - A więc Noro.. może chcesz coś przekąsić? U góry po prawej jest kuchnia! Zrozumiała, że muszę pogadać z Ver. W cztery oczy. Skinęła główką i ruszyła na górę. Poczekałam, aż trzaśnie drzwiami. Napięcie się odwróciłam do przywódczyni z karcącym spojrzeniem. Zignorowała to. Nie musiała mi nic mówić. Nora podsłuchiwała.
 -To jakie frakcje ma w sobie Eleonora..?
 -Altruizm i Serdeczność...
 -To praktycznie to samo.. Praktycznie można o niej powiedzieć Dobra Altruistka. 
Prychnęłam.
 -Nie wszyscy są idealni.. 
Zrozumiała mój podtekst. Nie wszyscy są z pięciu frakcji, jak ona. Zaśmiała się. 
-Co racja to racja! Chodź przejdźmy się na spacer... 
Wzięła mnie pod ramię i ruszyłyśmy a górę. Zwróciłam uwagę na jej strój czarne obcisłe spodnie, a na to taka sama bluzka z długim rękawem. Wyglądała cóż... super.. Wiele Niezgodnych chłopaków się w niej bujało, ale ona miała wylane.. A może tego nie zauważała? Ja.. cóż... przy Ver nie miałam szans. Miałam na sobie jeansy i błękitną koszule z rękawkami trzy czwarte. Do tego nosiłam czarne okulary w kocim kształcie. Wyszłyśmy na zewnątrz. Wciąż lało. Złapałam ją za ramiona.
-Mów 
Nie sprzeciwiała się. Wybuchnęła płaczem. 
-Torturują Niezgodnych... Każdego jakie łapią... próbują wydobyć z ich informacje.. Ale to są nowi... Nasze omegi.. Nie wiedzą nic.. A ci z SN popełniają samobójstwa zanim ktoś ich dotknie... To straszne! Ich krzyki... Wciąż dudnią mi w głowie.. 
Przytuliłam ją, a ona oparła się na moim ramieniu.
 -Wzięłaś tabletki?                         
 Zaprzeczyła. Cicho zaklęłam.
 -Chodź zanim.. 
Ale było już za późno. Jeśli nie brała swoich tabletek.. Wszystkie pięć frakcji zaczynało w niej walczyć... I wtedy Ver nie panowała nad sobą. Oczy zaszły jej bielą. Dostała tików.
 -NIGDY NIE WOLNO KŁAMAĆ! Wiesz, że mam racje... Ja zawsze mam racje... Mokniesz? Trzymaj mój płaszcz! CHODŹ SKOCZMY Z DACHU! Ojej ślicznie dziś wyglądasz..
 Nagle zaczęła się dławić. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni zastrzyk. Zawsze byłam gotowa na taką sytuacje. Wstrzyknęłam żółtą substancje w ramię koleżanki. Dostała drgawek, a potem znieruchomiała. Zatrzepotała grubymi czarnymi rzęsami i jęknęła cicho. 
-Kurde... Musisz mi zrobić mocniejsze tabletki.. 
Wybuchnęłam zdenerwowanym śmiechem.
-A może ty zaczniesz pamiętać o porach brania? Machnęła ręką. -Gadanie.. A więc mój móżdżku.. Mamy zwołać radę? Wiesz apropo.. Niezgodnych w Strefie Zero? 
Westchnęłam. 
-A mamy inny wybór..? 
Veronic wpisała na swoim komunikatorze słowo: „JAGODZIANKA”... To było hasło Niezgodnych. Wyświetlało się to słowo na komunikatorze każdej osoby z SN. Oznaczała rozkaz, na natychmiastowy powrót do Bazy.  Weszłyśmy z powrotem do środka. Nora stała pod drzwiami.
 -Coś się stało? 
-Nie -powiedziałyśmy równocześnie. 
Mimo jej sceptycznego wzroku, zeszłyśmy na dół i walnęłyśmy się na kanapy. Chciało mi się spać... Przymknęłam oczy. Ciekawe jak kiedyś wyglądało życie Niezgodnych? Ktoś chrząknął. Stał nade mną Rodney. Wysoki Niezgodny z Nieustraszoności i Prawości. Cóż.. Serdeczność dla niego na bank by nie pasowała.
 -Oj Mądrali spać się zachciało?
Sapnęłam.
 -W przeciwieństwie do ciebie.. Panie Ochronię Cały Świat Pracując w Elektrowni Jarowej.. Tak jestem zmęczona... - wysyczałam. 
-To takie słodkie.. 
-Zamilknij.. - ostrzegłam go.
 -Taka mała śpiąca Erudytka...
 Wstałam zanim się spostrzegł, a następnie sprzedałam mu kopa w krocze. Schylił się z bólu i wtedy łokciem uderzyłam do w nos. -Spróbuj – warknęłam – nazwać mnie raz jeszcze słodką...
 -IVYL! - krzyknęła Veronic – CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?! 
Przymrużyłam oczy. 1... 2... 3... Nie. Muszę wyjść po kogoś uderzę... Lepiej się gdzie indziej wyładować... Ruszyłam na górę. Wyszłam na deszcz. Ile mogłam odpoczywać? Godzinę? Widziałam jak Niezgodni idą zewsząd by wejść do Bazy. Schyliłam głowę i zaczęłam biec. Czarne kozaki klapały mi z gęstym błocie. Drzewa rosły tu bardzo gęsto. Mgła spowijała wierzchołki drzew. Nagle uderzyłam w miękką klatę.
 -Oj przepraszam... - bąknęłam niezdarnie.
-Nic nie szkodzi.. - podniosłam wzrok.  O cholera. Gościu z Rządu. Od razu go zachowałam w pamięci, krótkie brązowe włosy i szare oczy. Miał ubrany granatowy mundur. Chciałam schować dłoń.. Wyprostował ją i odchylił rękaw. 
-Kto by pomyślał? - mówił patrząc na wytatuowane znaki kolejno: Nieustraszoności, Erudycji, Altruizmu i.... Niezgodności - Że jedna z najlepszych nauczycielek będzie Niezgodną? Chyba jednak nie jesteś taką Erudytką skoro nosisz znak niezgodności...
Odwrócił się. 
-Zabrać ją... 
Wyrwałam ramię z uścisku. Myślał, że będę chciała się bronić, ale ja kliknęłam przycisk w komunikatorze, który nakazywał ewakuacje z Bazy. Dopiero wtedy wyciągnęłam pięści... ale cóż... Ci Nieustraszeni byli wychowani do walk od dzieciństwa... Ja.. cóż.. nie. Do tego stało ich sześciu... Nie miałam szans... Pierwszy z nich chciał mi zadać lewy sierpowy, ale zdążyłam się uchylić... Nie zauważyłam jednego gostka za mną który walnął mnie prosto w plecy. Zabrakło mi tchu. Upadłam na ziemie. Zadali mi parę kopów w korpus. Zakrztusiłam się krwią. Czerń zalała mi obraz.


_________________________________________________________________________________



Veronic


Wbiegłam do bazy SN zmęczona dzisiejszymi przeżyciami. Nadal przed oczami miałam obraz Angelic, skulonej zdezorientowanej i nie mającej pojęcia, co dokładnie ją czeka. Skierowałam się na dół i popchnęłam ciężkie drzwi od głównego pomieszczenia. Wpadłam do pokoju i od razu spoczął na mnie wzrok zatroskanej Ivy. Zobaczyłam także tą nową, próbowałam skupić się na jej twarzy, lecz przed oczami tańczyły mi kolorowe światełka. Zaczynało mi odbijać, ale nie dałam tego po sobie poznać.
-Ver? Co jest? – zapytałam moja przyjaciółka i podeszła do mnie spokojnie.
Musiałam być poważna, nowa wyglądała jakby wcale nie wierzyła, że jestem przywódczynią. Wspaniale.
-Nic się nie stało. – skłamałam i zdałam się na normalny wyraz twarzy, co było trudne, bo zaczynałam tracić nad sobą kontrolę.
– No … Gdzie jest nasza nowa Niezgodna? – spojrzałam przez ramię Ivyl.
–Dzień dobry – powiedziała cicho. – Słyszałam, że jest pani przywódcą. – odezwała się powoli.
– Pani? – wytrzeszczyłam na nią oczy. – Po prostu Veronic, kochanie. Dla przyjaciół Ver. – mrugnęłam do niej. – A jak mam zwracać się do ciebie? – zapytałam lekko.
– El… Albo Nora. – odpowiedziała dziewczynka, widocznie speszona. Uśmiechnęłam się do niej łagodnie.
– Haha! Nora! Ślicznie! A więc Noro.. może chcesz coś przekąsić? U góry po prawej jest kuchnia! – wtrąciła Ivyl. Dziewczyna zrozumiała, że chcemy pogadać na osobności i powoli się oddaliła. Trzasnęły drzwi, a Ivy odwróciła się do mnie napięcie. Posłała mi dziwne spojrzenie, a ja tylko wzruszyłam ramionami.
– No więc… Jakie frakcje ma w sobie Eleonora? – zapytałam po krótkiej chwili, którą spędziłyśmy w ciszy.
– Altruizm i Serdeczność... – odpowiedziała moja przyjaciółka.
– To praktycznie to samo.. Można o niej powiedzieć Dobra Alturistka. – odpowiedziałam w lekkim zamyśleniu.
Nadal nie potrafiłam się skupić, moja głowa powoli pękała, ale na szczęście światełka zniknęły. Jak na razie. Moja przyjaciółka prychnęła.
– Nie wszyscy są idealni.. – powiedziała przeciągając ostatnie słowo.
Miała na myśli moją przynależność do pięciu frakcji. Uśmiechnęłam się i zaśmiałam.
– Co racja to racja. – z uśmiechem na ustach wzięłam ją pod ramię.
– Chodźmy na spacer. – oznajmiłam, a w moim głosie można było wyczuć, że Ivyl nie może mi odmówić.
Pociągnęłam ją za sobą, na górę. Przed moimi oczami zaczęły pojawiać się kolorowe obrazki. Traciłam powoli świadomość, gdy wreszcie wyszłyśmy na zewnątrz. Chłodny deszcz ochlapał moją twarz, powróciłam na chwilę do rzeczywistości. Ivy wyglądała strasznie poważnie.
– Mów. – powiedziała, a ja wcale nie miałam zamiaru powiedzieć „nie”.
–Torturują Niezgodnych... Każdego jakiego złapią... próbują wydobyć ich informacje.. Ale to są nowi... Nasze omegi.. Nie wiedzą nic.. A ci z SN popełniają samobójstwa zanim ktoś ich dotknie... To straszne! Ich krzyki... Wciąż dudnią mi w głowie..- wybuchnęłam.
Zaczęłam szlochać, miałam dość. Ivyl przytuliła mnie, chciała pocieszyć. Oparłam się o jej lekko wilgotne ramie.
– Wzięłaś tabletki? – zapytała cicho. Pokręciłam głową w otępieniu. Moja przyjaciółka zaklęła pod nosem.
– Chodź zanim… - ponownie się odezwała, ale wiedziała, że nic mi już nie pomoże.
Kolorowe promyczki słońca zaczęły migotać przed moimi oczami, które prawie wylatywały mi z orbit. Widziałam raz bardzo ostro, a za drugim razem obraz się rozmazywał. Nie mogłam skupić się na niczym. Oczy mrugały bezwładnie, dostawałam drgawek.
– NIGDY NIE WOLNO KŁAMAĆ! – zaczęłam wrzeszczeć, po chwili się uspokoiłam i jakby normalnym tonem przemówiłam ponownie. - Wiesz, że mam racje... Ja zawsze mam racje... – powiedziałam z przekonaniem, po chwili zobaczyłam krople deszczu mieniące się różnymi kolorami tęczy, twarz mojej przyjaciółki wyglądała zaskakująco blado. - Mokniesz? – zapytałam znowu jakby normalnie, lecz po chwili dziwne halucynacje znowu zawładnęły moimi myślami. - Trzymaj mój płaszcz! CHODŹ SKOCZMY Z DACHU! – zawołałam zdezorientowana i zrobiłam krok do przodu, po chwili jednak zrezygnowałam i spojrzałam na Ivy. - Ojej ślicznie dziś wyglądasz.. – powiedziałam i zaczęłam się dławić, sama nie wiem czym, tak po prostu.
Już miałam opaść na kolorowy dywan ze skóry zebry, który wyglądał na bardzo miękki, gdy nagle moja przyjaciółka wyciągnęła strzykawkę, chciałam się oprzeć, ale umysł podpowiadał mi, że nie powinnam. Dostałam porcje żółtego serum w ramię i świat powoli powracał do normy. Moje ciało dostało drgawek, a po chwili znieruchomiałam. Całkowicie normalna reakcja na lek. Popatrzyłam na Ivyl i zamrugałam kilka razy w otępieniu.
– Kurde… Musisz zacząć robić mi mocniejsze tabletki– zauważyłam i potarłam czoło.
Moja przyjaciółka zaczęła się histerycznie śmiać, a ja nadal dochodziłam do siebie.
– A może ty zaczniesz pamiętać o porach ich brania? – zapytała w końcu. Machnęłam ręką z dezaprobatą.
– Gadanie… - powiedziałam lekceważąco. – Mam zwołać radę? Wiesz… apropo Niezgodnych w strefie zero? – zapytałam.
Ivyl wzruszyła ramionami.
– A mamy jakieś wyjście? – zapytała.
Pokręciłam głową i napisałam na komunikatorze „JAGODZIANKA” nasze hasło. Kto je do cholery wymyślił? Nie spierałam się już, ale nadal uważałam, że jest co najmniej nie poważne. Na nadajniku Ivy pojawiły się słowa, które przed sekundą wpisałam. Wróciłyśmy na dół, przy drzwiach czekała już Eleonora.
– Czy coś się stało? – zapytała zdezorientowana.
– Nie. – odpowiedziałyśmy niemal równocześnie.
Zeszłyśmy niżej i usiadłyśmy na kanapach. Ivyl widocznie chciała zasnąć. Przymknęła oczy i jej twarz przybrała rozmarzony wygląd. W kilka chwil, w pokoju pojawił się Rodney. Był to wysoki Niezgodny, mający w sobie Nieustraszoność i Prawość. Ujrzawszy moją przyjaciółkę bliską zaśnięciu nie mógł powstrzymać się przed chrząknięciem.
– O! Mądrali zachciało się spać? – zagadnął sarkastycznie Ivyl.
Prychnęłam. Znowu te ich dziecięce kłótnie.
– W przeciwieństwie do ciebie.. Panie Ochronię Cały Świat Pracując w Elektrowni Jarowej.. Tak jestem zmęczona... – wysyczała moja przyjaciółka.
Spojrzałam na nią sceptycznie, ale wcale na mnie nie patrzyła, była zbyt zajęta Rodney’em.
– To takie słodkie.. – odpowiedział z przekąsem.
– Zamilknij.. – powiedziała Ivyl, mrużąc oczy.
– Taka mała śpiąca Erudytka... – odpowiedział zmieniając swój głos, by było w nim słychać troskę i przejęcie.
Oczywiście udawane. Zanim się zorientował Ivy sprzedała mu kopniaka w krocze. Kiedy schylił się z bólu, Niezgodna uderzyła go w nos.
– Spróbuj… nazwać mnie jeszcze raz słodką… - wysyczała Ivyl.
Poczułam, że czas wkroczyć do tej niedorzecznej rozmowy
–IVYL?! CO TY SOBIE DO CHOLERY WYOBRAŻASZ? – wrzasnęłam.
Moja przyjaciółka się uciszyła. Wiedziałam, że w myślach walczy z chęcią przywalenia Rodney’owi ponownie. Ruszyła na górę, nie miałam zamiaru jej powstrzymywać. Musiała się uspokoić.









środa, 16 kwietnia 2014

Prolog

‪‎Ivyl‬

"Świat bez frakcji" mówili. "Demokracja" mówili... A jest jeszcze gorzej niż za czasówy Erudytów... Kierowałam się w stronę wielkiego szklanego budynku. Sama nie wiem czemu zgodziłam się na posadę nauczyciela. O czym uczyłam? O tym jak nasz system się rozwalił? Następnie bezfrakcyjni wyszli na powierzchnie i mordowali z zimną krwią? A może o tym, że potem znów się wszystko posypała i frakcje znów weszły w życie? Niezgodni znów nie byli mile widziani. Wszyscy trzymamy gęby na kłódki, bo jeśli rząd dowiaduje się o Niezgodnym to on znika. Dlatego też stworzyliśmy SN. Stowarzyszenie Niezgodnych. Codziennie, po godzinach pracy spotychamy się pod ziemią, aby omówić nowe środki ostrożności. A moja koleżanka Veronic Blow stała się przywódczynią Niezgodnych. Nikomu nie mówiła jak wyciąga informacje od ludzi... Oprócz mi. Torturuje ich... To złe.. ale zawsze osiąga swój cel. Ona.. cóż.. jest genialna! W końcu jest Niezgodną i ma w sobie wszystkie pięć frakcji. A ja? Ivyl Night* jaką wszyscy znają pochodzi z trzech frakcji... Erudycji, Altruizmu i Nieustraszoności... Ale znajduje się w Erudycji.. To najbardziej się we mnie odezwało... Tak więc, dzieci z wszystkich frakcji są uczone przez pięciu nauczycieli. Należe do tej piątki. Często zastanawiam się, jak ci ludzi muszą być ślepi, że nie zauważają mojej niezgodności...Weszłam do wielkiej sali. Dzieci już siedziały. Sala była wypełniona barwami wszystkich grup. Klasa jest stworzona na podstawie starożytnych greckich teatrów, tyle że otoczona ścianami no i oczywiście bardziej nowoczesna. Spojrzałam po twarzach zebranych. Jak miałam nauczyć ich godnego postępowania skoro sama nie umiałam się wpasować.
-Moi drodzy... Oczują ode mnie nauczenia was praw i historii... ale tego nie zrobie.. - zrobił się szmer – ponieważ wy to umiecie.. musicie tylko w sobie to obudzić.. To tak zwane.. „ludzkie sumienie”... Jeśli mnie posłuchacie... to nie będziecie musieli pamiętać praw... Zrozumiecie co jest dobre a co złe... To chyba proste.. Nieprawdaż?
-Zacznijmy od tolerancji...
Ręka dziewczyny z przodu wystrzeliła do góry. Nie czekała na pozwolenie na odezwanie się. Widać, że Erudytka..
-Spotkała pani może Niezgodnych? A może nie istnieją?
Posłałam jej drwiązy uśmiech.
-A co? Boisz się ich?
Uczniowie wybuchnęli śmiechem. Blondynka spłonęła rumieńcem.
-Tak więc... jeśli ktoś chce uzyskać odpowiedź na swoje pytanie, niech zaczeka na moje pozwolenie... A więc wracając do tematu.. To, że ktoś jest z innej frakcji... nie znaczy, że to gorsza osoba.. Bezfrakcyjni powinni być traktowani na równi z nami.. oni w większej części to osoby, które poszły za swoją miłością do innej frakcji.. a potem zrozumiały, że to był błąd...
Kolejna ręka poleciała ku górze. Tym razem zgłosił się chłopak z Nieustraszoności. Siedział na tyłach. Był pełen pogardy.
-Słucham?
-To spotkała pani Niezgodnego?
Sapnęłam. Co takiego jest w niezgodności, że młodzi myślą tylko o tym?
-Tak – stwierdziłam lakonicznie.
-I jak?
-Powinieneś budować bardziej złożyne zdania chłopcze..
Przewrócił oczami. Wyglądał jak ci ”EMO” z dawnych czasów. Rzucił mi spojrzenie, które mówiło jak bardzo ma mnie w dupie.
-Czy są tacy straszni jak mówią?
-Niezgodni to ludzie, którzy są o wiele mądrzejsi... Rozumieją to.. czego ty zakuty łbie nie skumasz... A więc.. Tak. Bójcie się niezgodności bo to oni niszczą system, który jest idealny.
-Chyba jednak nie teak idealny jak pani myśli.. - pisnął głosik z drugiego końca sali.
Obróciłam się w jego strone. Dźwięk wydobył się z ust zgrabnej Altruistki. Miała mysie włosy i szare oczy. Ubrana w szare ciuchy, praktycznie wewała się w tło. Zadzwonił dzwonek.
-Wszyscy do wyjścia! - krzyknęłam – koniec zajęć na dziś!
Dziewczyna na której się skupiłam zebrała swoje rzeczy. Podeszłam do niej i złapałam ją za ramie.
-Zaczekaj tu dobrze?
Kiwnęła nieśmiało głową. Jej koledzy i koleżanki opuścili pomieszczenie. Zostałyśmy same w wielkim pomieszczeniu. Drzwi huknęły. Do mych uszu dobiegły śmiechy i krzyki.
-UUUUUUUU Eleonora dostanie nagaaaaaaane!!!!!!
Eleonora spuściła głowę. Uśmiechnęłam się do niej ciepło.
-Co ci wyszło w teście?
-Nie były jednoznaczne...
Położyłam jej dłoń na ramię..
-Chodź ze mną..
Spojrzała na mnie spode łba.
-Nigdzie nie idę...
-Spokojnie!
Pokazałam jej dłoń. Miałam na niej wytatułowany znak niezgodności. Iks w kwadracie. Zrobiła wielkie oczy.
-Ale... Jak..?
-Musisz iść ze mną.. Zaprowadzę cię do naszej przywódczyni..
-Przywódczyni czego?
-SN...
Przekręciła głowę i ściągnęła brwi.
-Stowarzyszenia Niezgodnych...
Skamieniała. Wyciagnęłam mój komunikator. Wykręciłam numer do Veronic.
-Halo? - usłyszałam poddenerwowany głos w słuchawce.
-Hej Ver. Mam nową...
-Ivyl! No to super! Idź z nią do bazy, zaraz tam będę – słychać było, że chce mnie zbyć.
-Coś się stało?
-Nie... no co ty.. - Ver kiepsko kłamie.
-Ale...
Zakończyła rozmwe. Okey...
-Chodź Eleonoro... Czeka nas kawał drogi...
*czytaj. Ajwil Najt
__________________________________________________________
Veronic‬

Przeszłam obok jakiejś wielkiej kałuży krwi, pogardliwie prychając. Znowu ten sam rozkład zajęć. Miałam dzisiaj zająć się jakąś bezfrakcyjną, to poniżej mojej normy – myślałam w duchu, ale szłam przed siebie, przez korytarz. Po jednej stronie znajdowały się cele tych, którzy jeszcze nie zostali pozbawieni zdrowia psychicznego, po tej drugiej żyli ci, którzy już dawno przegrali. Tortury nie tylko wykańczają ciało, ale także i umysł. Byłam tego znakomitym przykładem.
Co godzinę musiałam barać pigułki, które pozwalały na ‘normalne funkcjonowanie’ mojego umysłu. Byłam zwinna, szybka, ale to i tak nie dawało mi przewagi nad innymi, jeśli mój mózg nie pracowal jak należy. Byłam niezgodną, pochodzącą od wszystkich pięciu frakcji, wybraną na przywódczynię SN. SN to Stowarzyszenie Niezgodnych, coś w rodzaju konspiracji.
Nikt z Niezgodnych nie mówi otwarcie, że posiada niezgodność. O mnie wie tylko Ivyl, jedna z pięciu nauczycieli młodych obywateli . Także jest Niezgodną. Ma w sobie coś z trzech frakcji: Erudycji, Altruizmu i Nieustraszoności. W SN jest taktykiem i to jednym z najlepszych. Wspomniałam, że TYLKO ona o mnie wie? Cóż… to nie do końca tak. Tylko ona wie, że mam w sobie coś ze wszystkich frakcji, lecz całe SN wie o mnie, w końcu jestem i przywódczynią!
Coś zapikało. No tak, mój przenośny rozdzielacz pigułek. Wyjęłam z kieszeni spodni mautkie pudełeczko z którego za chwilę wypadła mała niebieska tabletka. Włożyłam ją do ust, a ona szybko się rozpuściła. Była okropna, ale tylko dzięki niej mogłam w spokoju odgrywać swoją robotę.
Weszłam spokojnie do jednej z głównych sal tortur. Przy wejściu stał mój znajomy - Andrew. Uśmiechnął się wrednie po czym podał mi listę osób, które dzisiejszego dnia musiały wycierpieć ze mną co najmniej pół godziny. Na pierwszym miejscu była bezfrakcyjna – Angelic Veliron.
- Podobno jest twarda. Radzę użyć R158. – odezwał się Adrew.
- Założę się, że nie aż tak twarda. – powiedziałam spokojnie i spojrzałam prosto w oczy mojego partnera. Były zimne i chłodne, zero współczucia. Prychnęłam. – Gdzie ona jest? – zapytałam mrużąc oczy.
- Cela numer dwieście trzydzieści. – oznajmił z wymuszoną uprzejmością. Moje oczy prawie wyleciały z orbit. Chciałam zabić Adrew, ale nie mogłam. Poleciałam prosto do celi tej bezfrakcyjnej.
Pomieszczenie nr dwieście trzydzieści było omijane szerokim łukiem, przez swojego pecha. Każdy kto się tam znalazł, był skazywany na śmierć. Tak już było… A jeśli ta dziewczyna była niewinna? Musiałam zobaczyć kim jest.
Drzwi były ciężkie i metalowe, ale na moje szczęście miałam klucz. Otworzyłam. W miejscu w którym na podłogę skapywały lekkie promienie słońca siedziała skulona dziewczyna. Miała długie jasne blond włosy, które opadały na posadzkę. Uniosła głowę. Jej ciemne oczy wpatrywały się we mnie nieruchomo. Wyglądała na piętnaście lat.
- Kim jesteś? Przyszłaś mnie torturować? – zapytała. Wiedziała dlaczego tu trafiła. Podeszłam do niej powoli i uklękłam.
- Jestem Veronic i… tak. Przyszłam właśnie po to. Tylko… dlaczego tu jesteś? Dlaczego jesteś bezfrakcyjna? – odpowiedziałam pytaniem. Angelic zamknęła oczy, po jej policzkach spłynęły łzy.
- Nie pasuje do żadnej z frakcji. Po prostu nie pasuję, mój test wykazał, że jestem nikim. Po prostu nie pasuje do żadnego miejsca. – powiedziała, jej głos się załamywał.
Niezgodna – pomyślałam i wtedy zadzwonił mój nadajnik. Usłyszałam głos Ivy.
- Halo? – zapytałam.
- Hej Ver. Mam nową… - zaczęła Ivy. Zadziwiła mnie.
- Ivy! No to super! Idź z nią do bazy, zaraz tam będę. – odpowiedziałam. Chciałam się jej pozbyć, ale nie mogłam tego powiedzieć w prost.
- Coś się stało? – zapytała zprzejęciem.
- Nie… no co ty… - odpowiedziałam i szybko wyłączyłam nadajnik.
Spojrzałam jeszcze raz na Angelic.
- Musze cię zostawić. Wrócę tu. Nie bój się. – powiedziałam spokojnie. Dziewczyna mi nie uwierzyła, znowu się skuliła, a ja wybiegłam z celi. Może jednak to nie będzie taki zwykly dzień…?