Ivyl
"Świat bez frakcji" mówili. "Demokracja" mówili... A jest jeszcze gorzej niż za czasówy Erudytów... Kierowałam się w stronę wielkiego szklanego budynku. Sama nie wiem czemu zgodziłam się na posadę nauczyciela. O czym uczyłam? O tym jak nasz system się rozwalił? Następnie bezfrakcyjni wyszli na powierzchnie i mordowali z zimną krwią? A może o tym, że potem znów się wszystko posypała i frakcje znów weszły w życie? Niezgodni znów nie byli mile widziani. Wszyscy trzymamy gęby na kłódki, bo jeśli rząd dowiaduje się o Niezgodnym to on znika. Dlatego też stworzyliśmy SN. Stowarzyszenie Niezgodnych. Codziennie, po godzinach pracy spotychamy się pod ziemią, aby omówić nowe środki ostrożności. A moja koleżanka Veronic Blow stała się przywódczynią Niezgodnych. Nikomu nie mówiła jak wyciąga informacje od ludzi... Oprócz mi. Torturuje ich... To złe.. ale zawsze osiąga swój cel. Ona.. cóż.. jest genialna! W końcu jest Niezgodną i ma w sobie wszystkie pięć frakcji. A ja? Ivyl Night* jaką wszyscy znają pochodzi z trzech frakcji... Erudycji, Altruizmu i Nieustraszoności... Ale znajduje się w Erudycji.. To najbardziej się we mnie odezwało... Tak więc, dzieci z wszystkich frakcji są uczone przez pięciu nauczycieli. Należe do tej piątki. Często zastanawiam się, jak ci ludzi muszą być ślepi, że nie zauważają mojej niezgodności...Weszłam do wielkiej sali. Dzieci już siedziały. Sala była wypełniona barwami wszystkich grup. Klasa jest stworzona na podstawie starożytnych greckich teatrów, tyle że otoczona ścianami no i oczywiście bardziej nowoczesna. Spojrzałam po twarzach zebranych. Jak miałam nauczyć ich godnego postępowania skoro sama nie umiałam się wpasować.
-Moi drodzy... Oczują ode mnie nauczenia was praw i historii... ale tego nie zrobie.. - zrobił się szmer – ponieważ wy to umiecie.. musicie tylko w sobie to obudzić.. To tak zwane.. „ludzkie sumienie”... Jeśli mnie posłuchacie... to nie będziecie musieli pamiętać praw... Zrozumiecie co jest dobre a co złe... To chyba proste.. Nieprawdaż?
-Zacznijmy od tolerancji...
Ręka dziewczyny z przodu wystrzeliła do góry. Nie czekała na pozwolenie na odezwanie się. Widać, że Erudytka..
-Spotkała pani może Niezgodnych? A może nie istnieją?
Posłałam jej drwiązy uśmiech.
-A co? Boisz się ich?
Uczniowie wybuchnęli śmiechem. Blondynka spłonęła rumieńcem.
-Tak więc... jeśli ktoś chce uzyskać odpowiedź na swoje pytanie, niech zaczeka na moje pozwolenie... A więc wracając do tematu.. To, że ktoś jest z innej frakcji... nie znaczy, że to gorsza osoba.. Bezfrakcyjni powinni być traktowani na równi z nami.. oni w większej części to osoby, które poszły za swoją miłością do innej frakcji.. a potem zrozumiały, że to był błąd...
Kolejna ręka poleciała ku górze. Tym razem zgłosił się chłopak z Nieustraszoności. Siedział na tyłach. Był pełen pogardy.
-Słucham?
-To spotkała pani Niezgodnego?
Sapnęłam. Co takiego jest w niezgodności, że młodzi myślą tylko o tym?
-Tak – stwierdziłam lakonicznie.
-I jak?
-Powinieneś budować bardziej złożyne zdania chłopcze..
Przewrócił oczami. Wyglądał jak ci ”EMO” z dawnych czasów. Rzucił mi spojrzenie, które mówiło jak bardzo ma mnie w dupie.
-Czy są tacy straszni jak mówią?
-Niezgodni to ludzie, którzy są o wiele mądrzejsi... Rozumieją to.. czego ty zakuty łbie nie skumasz... A więc.. Tak. Bójcie się niezgodności bo to oni niszczą system, który jest idealny.
-Chyba jednak nie teak idealny jak pani myśli.. - pisnął głosik z drugiego końca sali.
Obróciłam się w jego strone. Dźwięk wydobył się z ust zgrabnej Altruistki. Miała mysie włosy i szare oczy. Ubrana w szare ciuchy, praktycznie wewała się w tło. Zadzwonił dzwonek.
-Wszyscy do wyjścia! - krzyknęłam – koniec zajęć na dziś!
Dziewczyna na której się skupiłam zebrała swoje rzeczy. Podeszłam do niej i złapałam ją za ramie.
-Zaczekaj tu dobrze?
Kiwnęła nieśmiało głową. Jej koledzy i koleżanki opuścili pomieszczenie. Zostałyśmy same w wielkim pomieszczeniu. Drzwi huknęły. Do mych uszu dobiegły śmiechy i krzyki.
-UUUUUUUU Eleonora dostanie nagaaaaaaane!!!!!!
Eleonora spuściła głowę. Uśmiechnęłam się do niej ciepło.
-Co ci wyszło w teście?
-Nie były jednoznaczne...
Położyłam jej dłoń na ramię..
-Chodź ze mną..
Spojrzała na mnie spode łba.
-Nigdzie nie idę...
-Spokojnie!
Pokazałam jej dłoń. Miałam na niej wytatułowany znak niezgodności. Iks w kwadracie. Zrobiła wielkie oczy.
-Ale... Jak..?
-Musisz iść ze mną.. Zaprowadzę cię do naszej przywódczyni..
-Przywódczyni czego?
-SN...
Przekręciła głowę i ściągnęła brwi.
-Stowarzyszenia Niezgodnych...
Skamieniała. Wyciagnęłam mój komunikator. Wykręciłam numer do Veronic.
-Halo? - usłyszałam poddenerwowany głos w słuchawce.
-Hej Ver. Mam nową...
-Ivyl! No to super! Idź z nią do bazy, zaraz tam będę – słychać było, że chce mnie zbyć.
-Coś się stało?
-Nie... no co ty.. - Ver kiepsko kłamie.
-Ale...
Zakończyła rozmwe. Okey...
-Chodź Eleonoro... Czeka nas kawał drogi...
*czytaj. Ajwil Najt
__________________________________________________________
Veronic
Przeszłam obok jakiejś wielkiej kałuży krwi, pogardliwie prychając. Znowu ten sam rozkład zajęć. Miałam dzisiaj zająć się jakąś bezfrakcyjną, to poniżej mojej normy – myślałam w duchu, ale szłam przed siebie, przez korytarz. Po jednej stronie znajdowały się cele tych, którzy jeszcze nie zostali pozbawieni zdrowia psychicznego, po tej drugiej żyli ci, którzy już dawno przegrali. Tortury nie tylko wykańczają ciało, ale także i umysł. Byłam tego znakomitym przykładem.
Co godzinę musiałam barać pigułki, które pozwalały na ‘normalne funkcjonowanie’ mojego umysłu. Byłam zwinna, szybka, ale to i tak nie dawało mi przewagi nad innymi, jeśli mój mózg nie pracowal jak należy. Byłam niezgodną, pochodzącą od wszystkich pięciu frakcji, wybraną na przywódczynię SN. SN to Stowarzyszenie Niezgodnych, coś w rodzaju konspiracji.
Nikt z Niezgodnych nie mówi otwarcie, że posiada niezgodność. O mnie wie tylko Ivyl, jedna z pięciu nauczycieli młodych obywateli . Także jest Niezgodną. Ma w sobie coś z trzech frakcji: Erudycji, Altruizmu i Nieustraszoności. W SN jest taktykiem i to jednym z najlepszych. Wspomniałam, że TYLKO ona o mnie wie? Cóż… to nie do końca tak. Tylko ona wie, że mam w sobie coś ze wszystkich frakcji, lecz całe SN wie o mnie, w końcu jestem i przywódczynią!
Coś zapikało. No tak, mój przenośny rozdzielacz pigułek. Wyjęłam z kieszeni spodni mautkie pudełeczko z którego za chwilę wypadła mała niebieska tabletka. Włożyłam ją do ust, a ona szybko się rozpuściła. Była okropna, ale tylko dzięki niej mogłam w spokoju odgrywać swoją robotę.
Weszłam spokojnie do jednej z głównych sal tortur. Przy wejściu stał mój znajomy - Andrew. Uśmiechnął się wrednie po czym podał mi listę osób, które dzisiejszego dnia musiały wycierpieć ze mną co najmniej pół godziny. Na pierwszym miejscu była bezfrakcyjna – Angelic Veliron.
- Podobno jest twarda. Radzę użyć R158. – odezwał się Adrew.
- Założę się, że nie aż tak twarda. – powiedziałam spokojnie i spojrzałam prosto w oczy mojego partnera. Były zimne i chłodne, zero współczucia. Prychnęłam. – Gdzie ona jest? – zapytałam mrużąc oczy.
- Cela numer dwieście trzydzieści. – oznajmił z wymuszoną uprzejmością. Moje oczy prawie wyleciały z orbit. Chciałam zabić Adrew, ale nie mogłam. Poleciałam prosto do celi tej bezfrakcyjnej.
Pomieszczenie nr dwieście trzydzieści było omijane szerokim łukiem, przez swojego pecha. Każdy kto się tam znalazł, był skazywany na śmierć. Tak już było… A jeśli ta dziewczyna była niewinna? Musiałam zobaczyć kim jest.
Drzwi były ciężkie i metalowe, ale na moje szczęście miałam klucz. Otworzyłam. W miejscu w którym na podłogę skapywały lekkie promienie słońca siedziała skulona dziewczyna. Miała długie jasne blond włosy, które opadały na posadzkę. Uniosła głowę. Jej ciemne oczy wpatrywały się we mnie nieruchomo. Wyglądała na piętnaście lat.
- Kim jesteś? Przyszłaś mnie torturować? – zapytała. Wiedziała dlaczego tu trafiła. Podeszłam do niej powoli i uklękłam.
- Jestem Veronic i… tak. Przyszłam właśnie po to. Tylko… dlaczego tu jesteś? Dlaczego jesteś bezfrakcyjna? – odpowiedziałam pytaniem. Angelic zamknęła oczy, po jej policzkach spłynęły łzy.
- Nie pasuje do żadnej z frakcji. Po prostu nie pasuję, mój test wykazał, że jestem nikim. Po prostu nie pasuje do żadnego miejsca. – powiedziała, jej głos się załamywał.
Niezgodna – pomyślałam i wtedy zadzwonił mój nadajnik. Usłyszałam głos Ivy.
- Halo? – zapytałam.
- Hej Ver. Mam nową… - zaczęła Ivy. Zadziwiła mnie.
- Ivy! No to super! Idź z nią do bazy, zaraz tam będę. – odpowiedziałam. Chciałam się jej pozbyć, ale nie mogłam tego powiedzieć w prost.
- Coś się stało? – zapytała zprzejęciem.
- Nie… no co ty… - odpowiedziałam i szybko wyłączyłam nadajnik.
Spojrzałam jeszcze raz na Angelic.
- Musze cię zostawić. Wrócę tu. Nie bój się. – powiedziałam spokojnie. Dziewczyna mi nie uwierzyła, znowu się skuliła, a ja wybiegłam z celi. Może jednak to nie będzie taki zwykly dzień…?
Przeszłam obok jakiejś wielkiej kałuży krwi, pogardliwie prychając. Znowu ten sam rozkład zajęć. Miałam dzisiaj zająć się jakąś bezfrakcyjną, to poniżej mojej normy – myślałam w duchu, ale szłam przed siebie, przez korytarz. Po jednej stronie znajdowały się cele tych, którzy jeszcze nie zostali pozbawieni zdrowia psychicznego, po tej drugiej żyli ci, którzy już dawno przegrali. Tortury nie tylko wykańczają ciało, ale także i umysł. Byłam tego znakomitym przykładem.
Co godzinę musiałam barać pigułki, które pozwalały na ‘normalne funkcjonowanie’ mojego umysłu. Byłam zwinna, szybka, ale to i tak nie dawało mi przewagi nad innymi, jeśli mój mózg nie pracowal jak należy. Byłam niezgodną, pochodzącą od wszystkich pięciu frakcji, wybraną na przywódczynię SN. SN to Stowarzyszenie Niezgodnych, coś w rodzaju konspiracji.
Nikt z Niezgodnych nie mówi otwarcie, że posiada niezgodność. O mnie wie tylko Ivyl, jedna z pięciu nauczycieli młodych obywateli . Także jest Niezgodną. Ma w sobie coś z trzech frakcji: Erudycji, Altruizmu i Nieustraszoności. W SN jest taktykiem i to jednym z najlepszych. Wspomniałam, że TYLKO ona o mnie wie? Cóż… to nie do końca tak. Tylko ona wie, że mam w sobie coś ze wszystkich frakcji, lecz całe SN wie o mnie, w końcu jestem i przywódczynią!
Coś zapikało. No tak, mój przenośny rozdzielacz pigułek. Wyjęłam z kieszeni spodni mautkie pudełeczko z którego za chwilę wypadła mała niebieska tabletka. Włożyłam ją do ust, a ona szybko się rozpuściła. Była okropna, ale tylko dzięki niej mogłam w spokoju odgrywać swoją robotę.
Weszłam spokojnie do jednej z głównych sal tortur. Przy wejściu stał mój znajomy - Andrew. Uśmiechnął się wrednie po czym podał mi listę osób, które dzisiejszego dnia musiały wycierpieć ze mną co najmniej pół godziny. Na pierwszym miejscu była bezfrakcyjna – Angelic Veliron.
- Podobno jest twarda. Radzę użyć R158. – odezwał się Adrew.
- Założę się, że nie aż tak twarda. – powiedziałam spokojnie i spojrzałam prosto w oczy mojego partnera. Były zimne i chłodne, zero współczucia. Prychnęłam. – Gdzie ona jest? – zapytałam mrużąc oczy.
- Cela numer dwieście trzydzieści. – oznajmił z wymuszoną uprzejmością. Moje oczy prawie wyleciały z orbit. Chciałam zabić Adrew, ale nie mogłam. Poleciałam prosto do celi tej bezfrakcyjnej.
Pomieszczenie nr dwieście trzydzieści było omijane szerokim łukiem, przez swojego pecha. Każdy kto się tam znalazł, był skazywany na śmierć. Tak już było… A jeśli ta dziewczyna była niewinna? Musiałam zobaczyć kim jest.
Drzwi były ciężkie i metalowe, ale na moje szczęście miałam klucz. Otworzyłam. W miejscu w którym na podłogę skapywały lekkie promienie słońca siedziała skulona dziewczyna. Miała długie jasne blond włosy, które opadały na posadzkę. Uniosła głowę. Jej ciemne oczy wpatrywały się we mnie nieruchomo. Wyglądała na piętnaście lat.
- Kim jesteś? Przyszłaś mnie torturować? – zapytała. Wiedziała dlaczego tu trafiła. Podeszłam do niej powoli i uklękłam.
- Jestem Veronic i… tak. Przyszłam właśnie po to. Tylko… dlaczego tu jesteś? Dlaczego jesteś bezfrakcyjna? – odpowiedziałam pytaniem. Angelic zamknęła oczy, po jej policzkach spłynęły łzy.
- Nie pasuje do żadnej z frakcji. Po prostu nie pasuję, mój test wykazał, że jestem nikim. Po prostu nie pasuje do żadnego miejsca. – powiedziała, jej głos się załamywał.
Niezgodna – pomyślałam i wtedy zadzwonił mój nadajnik. Usłyszałam głos Ivy.
- Halo? – zapytałam.
- Hej Ver. Mam nową… - zaczęła Ivy. Zadziwiła mnie.
- Ivy! No to super! Idź z nią do bazy, zaraz tam będę. – odpowiedziałam. Chciałam się jej pozbyć, ale nie mogłam tego powiedzieć w prost.
- Coś się stało? – zapytała zprzejęciem.
- Nie… no co ty… - odpowiedziałam i szybko wyłączyłam nadajnik.
Spojrzałam jeszcze raz na Angelic.
- Musze cię zostawić. Wrócę tu. Nie bój się. – powiedziałam spokojnie. Dziewczyna mi nie uwierzyła, znowu się skuliła, a ja wybiegłam z celi. Może jednak to nie będzie taki zwykly dzień…?
Julitga jest zachwycona twoim opowiadaniem.
OdpowiedzUsuńŚwietne *.*
OdpowiedzUsuńNie mam się do czego przyczepić, oprócz 2 literówek XDD
Życzę powodzenia ^.^
Weny ;3
PS Wyłączycie weryfikację obrazkową? :P
Podoba mi się :D jestem wielką fanką Niezgodnej i będę czytać ;)
OdpowiedzUsuń