Dziękujemy czytającym nas ludką <3
I tym którzy ogarnęli jagodziankę :3
____________________________________
___________
Ivyl
Weszłam do naszej kryjówki. W końcu... Tylko tu umiałam się odprężyć. Serio.. Odprężenie się w moim mieszkaniu było rzeczą nie możliwą. A tu..? Było spokojnie... Wielkie pomieszczenie, pod ziemią może nie wyglądało przyjaźnie, ale było przytulne. Ściany miały szary wyblakły kolor, a brzozowe deski robiły za podłogę. Pod ścianami stały kanapy i fotele w przeróżnych kolorach. Na środku stał stół z wielkim hologramem miasta. Światła są słabe, ale wystarczają na egzystowanie na małej przestrzeni. Do naszej prowadziły schody. Na ich szczycie był mały przedpokój z trzema drzwiami z sosny. Podłoże usłaliśmy brązową wykładziną, a ściany pomalowaliśmy na zielono. Jedne wrota prowadziły na zewnątrz, drugie do łazienki, a ostatnie do kuchni. Eleonora rzuciła się bezwładnie na czarną sofą. Jęknęła cicho ze zmęczenia.
-Faktycznie długa droga...
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Eleonora, niska mysio-włosa, naprawdę jest miłą osobą. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami, automatycznie skierowałam wzrok ku górze. Do Bazy weszła Veronic. Kasztanowe loki miała mokre od deszczu. Jej oczy, który zieleniły się odcieniami trawy, były jakby za szkłem. Przegryzała delikatnie wargę i robiła o 20 oddechów na minutę za dużo. Zdenerwowanie. Tylko trzy osoby umiały odczytać zachowanie Veronic. Dwie pozostałe nie żyją.
-Ver? Co jest? - podeszłam do niej zaniepokojona
Spoważniała. Nie chciała od razu tracić autorytetu u nowej. Nie mogła mi się od tak wyżalić. Nie przy młodej.
-Nic nie się nie stało – kłamała.
Nagle jej twarz się rozjaśniła, a usta wygięły się w uśmiech
– No.. To gdzie nasza mała Niezgodna? - Spojrzała mi przez ramię.
Sapnęłam. Jak mogła być tak... inna.. Ych!
-Dzień dobry.. - pisnęła nowa – słyszałam, że pani jest przywódcą...
-Pani? - Szef SN spojrzał na nią kpiąco – Słonko, jestem po prostu Veronic, a dla przyjaciół Ver!
El kiwnęła głową. Moja przyjaciółka założyła ręce na biodra.
-A jak ja mam na ciebie mówić?
-El.. albo Nora..
-Haha! Nora! Ślicznie! - wtrąciłam - A więc Noro.. może chcesz coś przekąsić? U góry po prawej jest kuchnia! Zrozumiała, że muszę pogadać z Ver. W cztery oczy. Skinęła główką i ruszyła na górę. Poczekałam, aż trzaśnie drzwiami. Napięcie się odwróciłam do przywódczyni z karcącym spojrzeniem. Zignorowała to. Nie musiała mi nic mówić. Nora podsłuchiwała.
-To jakie frakcje ma w sobie Eleonora..?
-Altruizm i Serdeczność...
-To praktycznie to samo.. Praktycznie można o niej powiedzieć Dobra Altruistka.
Prychnęłam.
-Nie wszyscy są idealni..
Zrozumiała mój podtekst. Nie wszyscy są z pięciu frakcji, jak ona. Zaśmiała się.
-Co racja to racja! Chodź przejdźmy się na spacer...
Wzięła mnie pod ramię i ruszyłyśmy a górę. Zwróciłam uwagę na jej strój czarne obcisłe spodnie, a na to taka sama bluzka z długim rękawem. Wyglądała cóż... super.. Wiele Niezgodnych chłopaków się w niej bujało, ale ona miała wylane.. A może tego nie zauważała? Ja.. cóż... przy Ver nie miałam szans. Miałam na sobie jeansy i błękitną koszule z rękawkami trzy czwarte. Do tego nosiłam czarne okulary w kocim kształcie. Wyszłyśmy na zewnątrz. Wciąż lało. Złapałam ją za ramiona.
-Mów
Nie sprzeciwiała się. Wybuchnęła płaczem.
-Torturują Niezgodnych... Każdego jakie łapią... próbują wydobyć z ich informacje.. Ale to są nowi... Nasze omegi.. Nie wiedzą nic.. A ci z SN popełniają samobójstwa zanim ktoś ich dotknie... To straszne! Ich krzyki... Wciąż dudnią mi w głowie..
Przytuliłam ją, a ona oparła się na moim ramieniu.
-Wzięłaś tabletki?
Zaprzeczyła. Cicho zaklęłam.
-Chodź zanim..
Ale było już za późno. Jeśli nie brała swoich tabletek.. Wszystkie pięć frakcji zaczynało w niej walczyć... I wtedy Ver nie panowała nad sobą. Oczy zaszły jej bielą. Dostała tików.
-NIGDY NIE WOLNO KŁAMAĆ! Wiesz, że mam racje... Ja zawsze mam racje... Mokniesz? Trzymaj mój płaszcz! CHODŹ SKOCZMY Z DACHU! Ojej ślicznie dziś wyglądasz..
Nagle zaczęła się dławić. Wyciągnęłam z tylnej kieszeni zastrzyk. Zawsze byłam gotowa na taką sytuacje. Wstrzyknęłam żółtą substancje w ramię koleżanki. Dostała drgawek, a potem znieruchomiała. Zatrzepotała grubymi czarnymi rzęsami i jęknęła cicho.
-Kurde... Musisz mi zrobić mocniejsze tabletki..
Wybuchnęłam zdenerwowanym śmiechem.
-A może ty zaczniesz pamiętać o porach brania? Machnęła ręką. -Gadanie.. A więc mój móżdżku.. Mamy zwołać radę? Wiesz apropo.. Niezgodnych w Strefie Zero?
Westchnęłam.
-A mamy inny wybór..?
Veronic wpisała na swoim komunikatorze słowo: „JAGODZIANKA”... To było hasło Niezgodnych. Wyświetlało się to słowo na komunikatorze każdej osoby z SN. Oznaczała rozkaz, na natychmiastowy powrót do Bazy. Weszłyśmy z powrotem do środka. Nora stała pod drzwiami.
-Coś się stało?
-Nie -powiedziałyśmy równocześnie.
Mimo jej sceptycznego wzroku, zeszłyśmy na dół i walnęłyśmy się na kanapy. Chciało mi się spać... Przymknęłam oczy. Ciekawe jak kiedyś wyglądało życie Niezgodnych? Ktoś chrząknął. Stał nade mną Rodney. Wysoki Niezgodny z Nieustraszoności i Prawości. Cóż.. Serdeczność dla niego na bank by nie pasowała.
-Oj Mądrali spać się zachciało?
Sapnęłam.
-W przeciwieństwie do ciebie.. Panie Ochronię Cały Świat Pracując w Elektrowni Jarowej.. Tak jestem zmęczona... - wysyczałam.
-To takie słodkie..
-Zamilknij.. - ostrzegłam go.
-Taka mała śpiąca Erudytka...
Wstałam zanim się spostrzegł, a następnie sprzedałam mu kopa w krocze. Schylił się z bólu i wtedy łokciem uderzyłam do w nos. -Spróbuj – warknęłam – nazwać mnie raz jeszcze słodką...
-IVYL! - krzyknęła Veronic – CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?!
Przymrużyłam oczy. 1... 2... 3... Nie. Muszę wyjść po kogoś uderzę... Lepiej się gdzie indziej wyładować... Ruszyłam na górę. Wyszłam na deszcz. Ile mogłam odpoczywać? Godzinę? Widziałam jak Niezgodni idą zewsząd by wejść do Bazy. Schyliłam głowę i zaczęłam biec. Czarne kozaki klapały mi z gęstym błocie. Drzewa rosły tu bardzo gęsto. Mgła spowijała wierzchołki drzew. Nagle uderzyłam w miękką klatę.
-Oj przepraszam... - bąknęłam niezdarnie.
-Nic nie szkodzi.. - podniosłam wzrok. O cholera. Gościu z Rządu. Od razu go zachowałam w pamięci, krótkie brązowe włosy i szare oczy. Miał ubrany granatowy mundur. Chciałam schować dłoń.. Wyprostował ją i odchylił rękaw.
-Kto by pomyślał? - mówił patrząc na wytatuowane znaki kolejno: Nieustraszoności, Erudycji, Altruizmu i.... Niezgodności - Że jedna z najlepszych nauczycielek będzie Niezgodną? Chyba jednak nie jesteś taką Erudytką skoro nosisz znak niezgodności...
Odwrócił się.
-Zabrać ją...
Wyrwałam ramię z uścisku. Myślał, że będę chciała się bronić, ale ja kliknęłam przycisk w komunikatorze, który nakazywał ewakuacje z Bazy. Dopiero wtedy wyciągnęłam pięści... ale cóż... Ci Nieustraszeni byli wychowani do walk od dzieciństwa... Ja.. cóż.. nie. Do tego stało ich sześciu... Nie miałam szans... Pierwszy z nich chciał mi zadać lewy sierpowy, ale zdążyłam się uchylić... Nie zauważyłam jednego gostka za mną który walnął mnie prosto w plecy. Zabrakło mi tchu. Upadłam na ziemie. Zadali mi parę kopów w korpus. Zakrztusiłam się krwią. Czerń zalała mi obraz.
_________________________________________________________________________________
Veronic
Wbiegłam do bazy SN zmęczona dzisiejszymi przeżyciami. Nadal przed oczami miałam obraz Angelic, skulonej zdezorientowanej i nie mającej pojęcia, co dokładnie ją czeka. Skierowałam się na dół i popchnęłam ciężkie drzwi od głównego pomieszczenia. Wpadłam do pokoju i od razu spoczął na mnie wzrok zatroskanej Ivy. Zobaczyłam także tą nową, próbowałam skupić się na jej twarzy, lecz przed oczami tańczyły mi kolorowe światełka. Zaczynało mi odbijać, ale nie dałam tego po sobie poznać.
-Ver? Co jest? – zapytałam moja przyjaciółka i podeszła do mnie spokojnie.
Musiałam być poważna, nowa wyglądała jakby wcale nie wierzyła, że jestem przywódczynią. Wspaniale.
-Nic się nie stało. – skłamałam i zdałam się na normalny wyraz twarzy, co było trudne, bo zaczynałam tracić nad sobą kontrolę.
– No … Gdzie jest nasza nowa Niezgodna? – spojrzałam przez ramię Ivyl.
–Dzień dobry – powiedziała cicho. – Słyszałam, że jest pani przywódcą. – odezwała się powoli.
– Pani? – wytrzeszczyłam na nią oczy. – Po prostu Veronic, kochanie. Dla przyjaciół Ver. – mrugnęłam do niej. – A jak mam zwracać się do ciebie? – zapytałam lekko.
– El… Albo Nora. – odpowiedziała dziewczynka, widocznie speszona. Uśmiechnęłam się do niej łagodnie.
– Haha! Nora! Ślicznie! A więc Noro.. może chcesz coś przekąsić? U góry po prawej jest kuchnia! – wtrąciła Ivyl. Dziewczyna zrozumiała, że chcemy pogadać na osobności i powoli się oddaliła. Trzasnęły drzwi, a Ivy odwróciła się do mnie napięcie. Posłała mi dziwne spojrzenie, a ja tylko wzruszyłam ramionami.
– No więc… Jakie frakcje ma w sobie Eleonora? – zapytałam po krótkiej chwili, którą spędziłyśmy w ciszy.
– Altruizm i Serdeczność... – odpowiedziała moja przyjaciółka.
– To praktycznie to samo.. Można o niej powiedzieć Dobra Alturistka. – odpowiedziałam w lekkim zamyśleniu.
Nadal nie potrafiłam się skupić, moja głowa powoli pękała, ale na szczęście światełka zniknęły. Jak na razie. Moja przyjaciółka prychnęła.
– Nie wszyscy są idealni.. – powiedziała przeciągając ostatnie słowo.
Miała na myśli moją przynależność do pięciu frakcji. Uśmiechnęłam się i zaśmiałam.
– Co racja to racja. – z uśmiechem na ustach wzięłam ją pod ramię.
– Chodźmy na spacer. – oznajmiłam, a w moim głosie można było wyczuć, że Ivyl nie może mi odmówić.
Pociągnęłam ją za sobą, na górę. Przed moimi oczami zaczęły pojawiać się kolorowe obrazki. Traciłam powoli świadomość, gdy wreszcie wyszłyśmy na zewnątrz. Chłodny deszcz ochlapał moją twarz, powróciłam na chwilę do rzeczywistości. Ivy wyglądała strasznie poważnie.
– Mów. – powiedziała, a ja wcale nie miałam zamiaru powiedzieć „nie”.
–Torturują Niezgodnych... Każdego jakiego złapią... próbują wydobyć ich informacje.. Ale to są nowi... Nasze omegi.. Nie wiedzą nic.. A ci z SN popełniają samobójstwa zanim ktoś ich dotknie... To straszne! Ich krzyki... Wciąż dudnią mi w głowie..- wybuchnęłam.
Zaczęłam szlochać, miałam dość. Ivyl przytuliła mnie, chciała pocieszyć. Oparłam się o jej lekko wilgotne ramie.
– Wzięłaś tabletki? – zapytała cicho. Pokręciłam głową w otępieniu. Moja przyjaciółka zaklęła pod nosem.
– Chodź zanim… - ponownie się odezwała, ale wiedziała, że nic mi już nie pomoże.
Kolorowe promyczki słońca zaczęły migotać przed moimi oczami, które prawie wylatywały mi z orbit. Widziałam raz bardzo ostro, a za drugim razem obraz się rozmazywał. Nie mogłam skupić się na niczym. Oczy mrugały bezwładnie, dostawałam drgawek.
– NIGDY NIE WOLNO KŁAMAĆ! – zaczęłam wrzeszczeć, po chwili się uspokoiłam i jakby normalnym tonem przemówiłam ponownie. - Wiesz, że mam racje... Ja zawsze mam racje... – powiedziałam z przekonaniem, po chwili zobaczyłam krople deszczu mieniące się różnymi kolorami tęczy, twarz mojej przyjaciółki wyglądała zaskakująco blado. - Mokniesz? – zapytałam znowu jakby normalnie, lecz po chwili dziwne halucynacje znowu zawładnęły moimi myślami. - Trzymaj mój płaszcz! CHODŹ SKOCZMY Z DACHU! – zawołałam zdezorientowana i zrobiłam krok do przodu, po chwili jednak zrezygnowałam i spojrzałam na Ivy. - Ojej ślicznie dziś wyglądasz.. – powiedziałam i zaczęłam się dławić, sama nie wiem czym, tak po prostu.
Już miałam opaść na kolorowy dywan ze skóry zebry, który wyglądał na bardzo miękki, gdy nagle moja przyjaciółka wyciągnęła strzykawkę, chciałam się oprzeć, ale umysł podpowiadał mi, że nie powinnam. Dostałam porcje żółtego serum w ramię i świat powoli powracał do normy. Moje ciało dostało drgawek, a po chwili znieruchomiałam. Całkowicie normalna reakcja na lek. Popatrzyłam na Ivyl i zamrugałam kilka razy w otępieniu.
– Kurde… Musisz zacząć robić mi mocniejsze tabletki– zauważyłam i potarłam czoło.
Moja przyjaciółka zaczęła się histerycznie śmiać, a ja nadal dochodziłam do siebie.
– A może ty zaczniesz pamiętać o porach ich brania? – zapytała w końcu. Machnęłam ręką z dezaprobatą.
– Gadanie… - powiedziałam lekceważąco. – Mam zwołać radę? Wiesz… apropo Niezgodnych w strefie zero? – zapytałam.
Ivyl wzruszyła ramionami.
– A mamy jakieś wyjście? – zapytała.
Pokręciłam głową i napisałam na komunikatorze „JAGODZIANKA” nasze hasło. Kto je do cholery wymyślił? Nie spierałam się już, ale nadal uważałam, że jest co najmniej nie poważne. Na nadajniku Ivy pojawiły się słowa, które przed sekundą wpisałam. Wróciłyśmy na dół, przy drzwiach czekała już Eleonora.
– Czy coś się stało? – zapytała zdezorientowana.
– Nie. – odpowiedziałyśmy niemal równocześnie.
Zeszłyśmy niżej i usiadłyśmy na kanapach. Ivyl widocznie chciała zasnąć. Przymknęła oczy i jej twarz przybrała rozmarzony wygląd. W kilka chwil, w pokoju pojawił się Rodney. Był to wysoki Niezgodny, mający w sobie Nieustraszoność i Prawość. Ujrzawszy moją przyjaciółkę bliską zaśnięciu nie mógł powstrzymać się przed chrząknięciem.
– O! Mądrali zachciało się spać? – zagadnął sarkastycznie Ivyl.
Prychnęłam. Znowu te ich dziecięce kłótnie.
– W przeciwieństwie do ciebie.. Panie Ochronię Cały Świat Pracując w Elektrowni Jarowej.. Tak jestem zmęczona... – wysyczała moja przyjaciółka.
Spojrzałam na nią sceptycznie, ale wcale na mnie nie patrzyła, była zbyt zajęta Rodney’em.
– To takie słodkie.. – odpowiedział z przekąsem.
– Zamilknij.. – powiedziała Ivyl, mrużąc oczy.
– Taka mała śpiąca Erudytka... – odpowiedział zmieniając swój głos, by było w nim słychać troskę i przejęcie.
Oczywiście udawane. Zanim się zorientował Ivy sprzedała mu kopniaka w krocze. Kiedy schylił się z bólu, Niezgodna uderzyła go w nos.
– Spróbuj… nazwać mnie jeszcze raz słodką… - wysyczała Ivyl.
Poczułam, że czas wkroczyć do tej niedorzecznej rozmowy
–IVYL?! CO TY SOBIE DO CHOLERY WYOBRAŻASZ? – wrzasnęłam.
Moja przyjaciółka się uciszyła. Wiedziałam, że w myślach walczy z chęcią przywalenia Rodney’owi ponownie. Ruszyła na górę, nie miałam zamiaru jej powstrzymywać. Musiała się uspokoić.
Sama treść jest dobra, ale ta czcionka to chyba lekka przesada, bo nie wiem jak innym, ale mi to STRASZNIE utrudnia czytanie.
OdpowiedzUsuń